Miłość od pierwszego wejrzenia

Mieliście tak kiedyś, że patrzycie i wiecie. Jedno spojrzenie. I wiecie, że to miłość. Poczułam to od razu. Kiedy 5 miesięcy temu przyjechałam tutaj pierwszy raz. To było w Turynie. Spojrzałam i przepadłam.

I teraz jestem tu znowu. Nie, nie spotkałam mężczyzny moich marzeń. Ani nawet kobiety. To nie o tym chciałam napisać. Zakochałam się w tym pięknym kraju. Ten widok sprawił, że wiedziałam, że tu wrócę. Nie myślałam tylko, że tu zamieszkam.

DSC_0148

Co z tego, że mafia? Że korupcja? Że bezrobocie? Że nie rozumiem większości słów dookoła? Że kierowcy jeżdżą jak szaleni? A poczta działa, jak chce? Że nie potrafię znaleźć właściwego autobusu i przegapiam stacje kolejowe? Co z tego, że po śniadaniu, na które składa się kawa i ciastko, jestem wciąż głodna? A po obiedzie o 20 przejedzona do granic możliwości?

Ale słońce. I góry. I morze. I spokój. I palmy dookoła. I nikt mnie nie zna. Nikt nie pyta, co tu robię. I nikogo nie dziwi, że wszędzie chodzę z aparatem i robię 100 zdjęć dziennie. Nikt nie mówi, że znowu ten makaron i pizza. I wszyscy mówią, że mam piękne oczy. Bo tu nikt takich nie ma, a w Polsce nie były niczym niezwykłym. I te zachody słońca w Alpach. I te nad Morzem Środziemnym.

I teraz budzę się rano. Nie w hotelu. Ale też nie w swoim domu. Ale w swoim pokoju. Za oknem zza Alp powoli wschodzi słońce. Umarłam. I chyba jestem w raju. Żałuję tylko jednego. Że nie przyjechałam tu wcześniej.